Na Isabeli, największej wyspie archipelagu, postanowiliśmy spędzić dwa pełne dni. Przeprawa przypomina trochę odprawę na samolot. Trzeba się zgłosić wcześniej, odebrać kartę pokładową, przejść kontrolę bagażu, następnie - taksówką wodną na "prom". Znaczy - na szybką łódź motorową, która zabiera około 30 osób. Szybką, choć wysłużoną.. Założyłem, że o kamizelki ratunkowe nie wypada pytać..
niedziela, 15 maja 2022
Isla Isabela - miejsce magiczne
piątek, 13 maja 2022
Plażowanie z jaszczurami
W lokalnej jadłodajni o tym jak mocną kawę chcesz wypić decydujesz sam. W sensie bardzo dosłownym: dostajesz kubek z gorącą wodą i słoik z kawa rozpuszczalną. Jeśli kawa na być z mlekiem - do wody dodawane jest trochę mleka. Proste :). Śniadanie było dziś po drodze do portu, a przedpołudnie spędziliśmy w Tortuga Bay. To nasz ostatni dzień na Santa Cruz. Dwie plaże przedzielone półwyspem, na którym rośnie gaj kaktusowy są zupełnie różne. Playa Brava jest ogromna, z falami oceanicznymi, silnymi prądami i wydmami. Playa Mansa - kameralna, otoczona niskimi drzewami, z wąskim pasem białego piasku, bardzo spokojna. Wydaje się być bardzo dobrym miejscem do snorkelingu - co chwilę wystają z wody głowy żółwi, tuż przy brzegu pływają małe rekiny, pojawiła się też niewielka płaszczka. Aż dziw bierze, że tylko pojedyncze osoby przychodzą tu zaopatrzone w maski i płetwy. Trochę się powłóczyliśmy, zawarliśmy znajomość z morskimi legwanami, na koniec - moczenie w wodzie i odpoczynek na plaży. Słońce jest bardzo podstępne - mimo zachmurzenia i ułożenia się w cieniu kolejne partie ciała nadają się do smarowania Fenistinem, ech.. Po powrocie do portu obiad w nabrzeżnej knajpce - 5$ za cały zestaw (trzecie Ceviche w cztery dni :) ) a potem centrum Darwina. Wizyta w ośrodku to rozczarowanie - turyści zmuszani są to wynajęcia przewodnika, co samo w sobie może nie jest złe, tyle że ten przydzielony mam to totalna porażka: z powodu ogromnej tuszy wlókł się powoli, co chwilę przysiadał, w dodatku - mówił bardzo"niechlujnie": urywał wątki, wrzucał zdania bez związku z innymi, urywał, miał bardzo niewyraźną wymowę. Kompletnie nic nie skumaliśmy. W dodatku żółwie słoniowe trzymane w ośrodku wyglądają "biednie": apatyczne i stoczone na małej przestrzeni. Wygląda to jak ZOO drugiej kategorii. Działalność ośrodka jak najbardziej pożyteczna, ale sposób prezentacji turystom to pomyłka.. Wyszliśmy stamtąd wykończeni - po części przewodnikiem, po części bardzo duszną pogodą. Apogeum zwiedzania stanowi.. mauzoleum żółwia George'a. To słynny osobnik, za pomocą którego próbowano odtworzyć populację gatunku żółwi z jednej z tutejszych wysp. Kilkadziesiąt lat spędził w samotności na wyspie bo gatunek uznano za wymarły. Jak już się znalazł - kolejne kilkadziesiąt lat spędził w ośrodku, w oczekiwaniu na samicę. Niestety - bezskutecznym. Zdechł dziesięć lat temu. Dziś ma mauzoleum jak Lenin: za mnóstwo pieniędzy został spreparowany oo umieszczony w gablocie. Ma swoje chłodzone pomieszczenie, do którego wchodzi się przez chłodzoną śluzę. Jest wieczny. Jak Lenin..
czwartek, 12 maja 2022
Symbole Galapagos
Po czterech dniach pobytu tutaj, Galapagos kojarzy mi się w pierwszej kolejności z fregatami. Te wielkie ptaki szybują codziennie w okolicach portu w Puerto Ayora całymi stadami. Proporcje ich ciał i podwójny ogon powodują, że nie da się ich pomylić z żadnym innym gatunkiem, a już na pewno nie z ptakami występującymi w Polsce. Z kolei blue footet boobie, czyli głuptak niebieskostopy to, oprócz żółwi słoniowych, coś w rodzaju oficjalnego symbolu tego miejsca. Jest wszędzie - na pamiątkach, nazwach sklepów, reklamach, etc. Oba te stworzenia gniazdują na wyspie Nord Seymour, która była celem naszej dzisiejszej wycieczki. W tej chwili kończą się gody i zaczęło się wysiadywanie jaj. Gniazd na wyspie jest mnóstwo, ptaki żerują przy brzegu zmieniając się na gniazdach (przynajmniej głuptaki, bo sami widzieliśmy). Spóźnialscy dobierają się jeszcze w pary i budują gniazda, dlatego można zaobserwować trochę fregat z charakterystycznym czerwonym "workiem" z przodu szyi, którym ptaki te starają się zwrócić uwagę potencjalnych partnerów. Naszą na pewno zwróciły - ptaszysko z takim wielkim balonem pod szyją wygląda imponująco.. Z kolei głuptaki z bliska (nawet bardzo bliska - niektóre gniazdują wprost na ścieżce dla turystów) wyglądają bardzo sympatycznie - fajnie jest trochę poobcować z nimi. North Seymour to jedna z wysp tutaj, która objęta jest limitami odwiedzających - nie w każdy dzień i nie wszyscy mogą tu przyjechać. Nam podobało się bardzo. Na wyspie mieszkają też iguany lądowe - również niespecjalnie zwracają uwagę na odwiedzających, nie mówiąc o lwach morskich, które "mają wylane" na wszystko..
środa, 11 maja 2022
Pierwszy snorkeling, czyli szczęście neofitów
wtorek, 10 maja 2022
Żółwie i jaszczury
Jak zaczynać oglądanie żółwiowych wysp to oczywiście od żółwi. Niejeden mógłby tak pomyśleć. Naszą intencją było właściwie co innego.., ale przecież my nie z tych co zamykają się na pojawiające się możliwości. Nie zdążyliśmy nawet dobrze wyjść z hotelu, a już napatoczył się driver z ofertą. Cena przyzwoita, driver miły, więc zaakceptowaliśmy.. Czyli - jednak żółwie. Wcześniej śniadanie z widokiem na port i krótka wizyta w miejscu gdzie rybacy sprzedają świeży połów i gdzie przy okazji parę innych stworzeń się pożywi. Szybujące fregaty robią naprawdę wrażenie..
poniedziałek, 9 maja 2022
Galapagos - pierwsze koty za płoty
Od rana niestety bardzo intensywnie. O szóstej na lotnisko, potem nerwowe chwile przy załatwianiu formalności ( dokumenty transferowe, sprawdzanie sanitarne bagaży), odprawa, śniadanie
niedziela, 8 maja 2022
Quito, powitanie z pompą. A nawet z dwiema..
Zejście do lądowania na lotnisku w Quito można uznać za spektakularne. Płyta jest na wysokości ponad 2700 m.n.p.m., a ogromną kotlinę, w której leży stolica Ekwadoru, otaczają szczyty na oko o jakieś 1000 m wyższe. Można pomachać kierowcom na drogach, które widać na wysokości skrzydeł kilka km przed przyziemieniem.. Wylądowaliśmy zgodnie z planem, a w trakcie kołowania do terminalu przywitała nas "brama" stworzona przez dwie ogromne lotniskowe pompy strażackie. Okazuje się, że to pierwszy przypadek lądowania Dreamlinera w barwach KLM na tutejszym lotnisku, więc i mała uroczystość się trafiła.. Pogoda typowa dla tego miejsca - dość ciepło ale mnóstwo chmur. Odprawa dość sprawna - jak widać to nie amerykańskie immigration.. Nawet przy wyjściach z terminalu dość spokojnie - jak nie w Ameryce Południowej. Uber dość drogi, hotelik na kompletnym zadupiu, 5km od lotniska. Nad nami trzy ogromne orły, na polu obok - cielęta. Swojsko. Padamy na twarz, jak to po dobie podróży, ale od północy miejscowego czasu już nie możemy spać. 7h różnicy.. Bladym świtem wyjazd na Galapagos, Quito musi poczekać.




































