piątek, 26 czerwca 2026

Fish River Canyon

Dzisiejszy dzień przywitał nas.. deszczem. Wiadomo, pora sucha, region kraju o jednym z najniższych poziomie opadów (rosną tu drzewa kołczanowe przystosowane do ekstremalnie suchych warunków), więc logiczne jest, że trochę popada. Reklama niesponsorowana: yr.no jest zdecydowanie najlepszą prognozą pogody. Koniec reklamy.

Wczoraj o wschodzie słońca pojechaliśmy nad drugi największy na świecie (tak piszą) kanion świata. Równo o wschodzie, na słońce nasunęła się ogromna chmura, która skutecznie je zasłaniała, gdzieś do 9.30. Co generalnie było dobrą wiadomością bo przynajmniej później przez jakieś 2 h niebo było czyste, co ma znaczenie dla kogoś kto raz w życiu jest w tym miejscu i chciałby zrobić fajne zdjęcia. A nie każdy musi mieć fotki o golden hr. Kanion robi wrażenie: widok jest rozległy, wąwozy przepastne,  słychać płynącą rzekę i skojarzenie z Grand Canyonem jest jak najbardziej uzasadnione (w odróżnieniu od paru innych, "pretendujących"). Od rana byliśmy zupełnie sami: ogromna przestrzeń, cisza.. chciało się tam być. Odwiedziliśmy kilka punktów widokowych, telepiąc się po strasznych wertepach. Po jakimś czasie pojawiło się kilka samochodów, ale tłoku zdecydowanie nie było. Niniejszym przekazuję pozdrowienia dla pewnej niemieckiej turystyki, która tak zapamiętale"trzaskała" kolejne fotki, że świata poza sobą nie widziała. Dobrze że nie spadła. Szacun. Szczególnie dla jej męża, który nie zrobił żadnego zdjęcia - anielska cierpliwość powinna być nagradzana specjalnie. Lodge obok której spędziliśmy ostatnie dwie noce to też mała oaza dla miejscowych ptaków: parę gatunków dodanych do listy. Miejsce w którym jesteśmy jest kilkadziesiąt km od granicy z RPA. Parę dni temu byliśmy w podobnej odległości od Angoli więc można powiedzieć że przemierzyliśmy całą Namibię. Od dziś zaczynamy wracać w kierunku stolicy, co zajmie nam dwa dni. Powoli przestaje padać, więc trzeba będzie zacząć się zbierać..













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz