sobota, 21 lutego 2026

Canaveral i okolice

 Ostatnie dwa dni siedzieliśmy w okolicach Orlando. Kwatera którą znaleźliśmy na przedmieściach w zasadzie wymagałaby oddzielnej opowieści. Przytulne mieszkanie z bardzo troskliwymi opiekunami: lodówka pełna jedzenia, przed przyjazdem dopytali o ulubione pieczywo i owoce, w rezultacie na stole w kuchni czekał na nas chleb na zakwasie i świeże truskawki.. Następnego dnia wieczorem z kolei znaleźliśmy dwa orzechy kokosowe in instrukcję obsługi. To z troski gospodarzy o odwodnienie :). Przemknęło mi przez chwilę przez myśl, że to nawet lekka nadopiekuńczość.. ale przecież nie będę się czepiał. Pierwszy dzień to oczywiście centrum kosmiczne im. Kennedy’go - tematyczny park rozrywki zbudowany na amerykańskiej dumie. Zanim otworzyli kasy - dwie kolejki odśpiewały wspólnie (jakoś tak nieśmiało - fakt) amerykański hymn na tle łopocących flag Potem jeszcze wielokrotnie dało się odczuć, że całość bardzo mocno nastawiona jest na poczucie patriotyzmu i dumy (np. przekaz wielu puszczanych tam filmów), ale trzeba im oddać - mają z czego być dumni w tym przypadku. Dla mnie - możliwość „dotknięcia” Saturna V, który dowiózł ludzi na księżyc czy popatrzenia z bliska na prom kosmiczny to niewątpliwe przeżycie. Dodatkowo - za trzy tygodnie będzie ciąg dalszy - rakieta programu Artemis (SLS), którą ludzie znów polecą w kierunku księżyca już stoi na stanowisku startowym i trwają ostatnie przygotowania..

Drugi dzień od rana to Orlando Wetlands. Nie wiem czy przypadkiem nie jest to najlepsze miejsce dla „pieszych” (czyli - nie z łódki) ptasiarzy na Florydzie. Brakowało mi trochę warzęchy różowej to dostaliśmy ich kilkadziesiąt, w różnych konfiguracjach. Jest okres lęgowy więc właśnie wykluły się też malutkie warzęchy.. Do tego młode czaple (bardzo urocze), żurawie wysiadujące jaja i mnóstwo innych ptaków. Pogoda piękna. Gdyby tak szybko nie robiło się gorąco pewnie siedzielibyśmy tam cały dzień. Prawie raj..






















































czwartek, 19 lutego 2026

Turkusowe wody rzeki srebrnej

Silver River, od jej źródeł w dół rzeki, ponad 5 mil kajakiem - to był dziś nasz główny punkt programu. Ale Zanim jednak wsiedliśmy do naszej „łodzi” - krótki rekonesans w Ocala Wetland Recharge Park. Polubiliśmy parki na przedmieściach :) . No i: „krótki” to pojęcie względne. Zeszło od świtu do dziewiątej.. bo było co oglądać. Najpierw koncert epoletników i perkoziki, potem harce kurek wodnych i kolorowe kaczki na tle rzęsy wodnej (czarno-biały to też kolory). Wreszcie - wypatrzony myszołów. Taki rudy, miejscowy, niepodobny do naszych myszołowów. Siedział sobie na samotnym kikucie drzewa (a właściwie - siedziała, bo mam poważne powody przypuszczać, że to była ona 🙂) i co jakiś czas wydawał(a) z siebie charakterystyczny krzyk. Myśleliśmy że będzie polować. Zacząłem ją obchodzić wkoło, żeby poszukać bardziej korzystnego oświetlenia. W końcu „przymierzyłem” - i.. zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Te krzyki to nie był okrzyk bojowy tylko - śpiew godowy. Jak znalazłem odpowiedni kąt i wyostrzyłem obraz - w kadrze pojawił się drugi myszołów. „Pojawił się” to źle powiedziane - on o po prostu „dosiadł” tego pierwszego (stąd moje podejrzenie). Potem nastąpiły bardzo emocjonujące dwie minuty. A wszystko na środku kadru, przy dobrym oświetleniu i widoczności..
Potem okazało się że to był dopiero początek intensywnych wrażeń w tym pięknym dniu, choć ciarki miałem na całym ciele..
Silver River z czystym sumieniem można polecić każdemu - nie tylko ptasiarzom. Miejsce jest przepiękne, kolory niesamowite. Oprócz bardzo wielu różnorodnych ptaków, które mniej strachliwie reagują na kajak niż na idącego człowieka, otaczają nas aligatory, żółwie, małpy, wiewiórki i manaty (no te były akurat tylko dwa, albo trzy , ale i tak zrobiły wrażenie). Co ciekawe manaty dopływają tu systemem rzek ze wschodniego wybrzeża, nie z pobliskiego zachodniego. Wszystko to wymieszane z soczystą zielenią roślinności i turkusem wody. Do tego „wąsate”, stare cedry, z tysiącami „kolan” - pionowych odrostów podobnych trochę do namorzyn. Ludzi całkiem sporo, ale jest całkiem spokojnie i zdecydowanie można poczuć prawdziwą przyrodę. Ciarki miałem rano i ciarki mam teraz jak to piszę. Jak dla mnie - jeden z piękniejszych dni ever..
Jutro - kosmos. Jesteśmy na przedmieściach Orlando.