Czas do lanczu spędziliśmy w samochodzie, między Namuntoni a Halali. Ten drugi camp znajduje się już w centralnej części parku. Droga generalnie dość nużąca bo trzeba być cały czas wewnątrz samochodu , jest gorąco, a dziury momentami niemiłosierne. No i wypatrujemy lwów więc oczy bolą.. Póki co wygląda, że lwy raczej nie wypatrują nas. Za to słonie, oryksy i inne parzystokopytne - jak najbardziej. Dziś wypatrzyliśmy kolejny gatunek antylop: duże, szczupłe, brązowe, z rogami jak korkociągi (czwarte zdjęcie od góry). Popołudnie i wieczór nad waterholem przy campie - przynajmniej nie trzeba siedzieć skulonym w aucie. Przyszło dziesięć słoni i trochę zebr. Not bed. Będziemy musieli na tą uciążliwość jazdy samochodem w upale i po bezdrożach wypracować jakąś swoją metodę bo się zamęczymy - jeszcze pięć dni w Etoshy nam zostało. Póki co jutro planujemy grilla 😋.
2G Travel
Ścinki ze świata.. :)
sobota, 13 czerwca 2026
piątek, 12 czerwca 2026
Strusie i nosorożce: Fisher’s pan i okolice
czwartek, 11 czerwca 2026
Zebry, słonie i żyrafy: Onkolo Hide, Kleine Namuntoni
Dziś dzień to zdecydowanie jeden z tych kiedy jeden obraz mówi za tysiące słów. W rezerwacie Onguma zdecydowaliśmy się śledzić kilka godzin w czatowni Onkolo. Kosztuje niewiele a atrakcji.. trudno opisać. Siedzieliśmy w ukryciu popijając herbatkę z ciasteczkami, a tuż przed oczami co chwilę „zmieniał się skład”: antylopy, guźce (Pumba :) ), zebry, żyrafy, znów antylopy, do tego pełno kolorowych ptaków. Nie da się tego odzobaczyć. Na szczęście. Lunch w Bush Campie w Onguma, przy ładnym oczku wodnym, a potem wjazd do Etosha. Security check przetrzepał nam bagaże i zabrał jedną reklamówkę ( nie wolno w rezerwacie, tak jak dronów, ładunków wybuchowych i paru innych drobiazgów). Pierwszy nasz cel to Namuntoni camp, gdzie zostaniemy dwa dni. Na rozgrzewkę wpadliśmy przed zachodem słońca nad pobliskie oczko wodne (Kleine Numntoni) gdzie leniwie włóczyło się parę żyraf. Już zaczęliśmy się zbierać z powrotem żeby zdążyć przed zamknięciem bram kiedy nagle nie wiadomo skąd wypadła z buszu wataha słoni. Szybka akcja: w kilkanaście sekund przedefilowały nam przed oczami, wykonały zwrot w pełnym orszaku i ustawiły się w oczku wodnym frontem do nas. Szczęki nam opadły. Jeszcze dwie minuty i nas by tu nie było. Stara zasada: bądź cierpliwy, bo najlepsze rzeczy często dzieją się na samym końcu. Dzień zdecydowanie do zapamiętania na całą resztę życia.. Jutro zanurzamy się w parku Etosha.







































































































