Dziś dzień w rytmie w jakim poruszają się te potulnie wyglądające zwierzaki: spokojnie, bez niepotrzebnych ruchów i nagłych zrywów. Przynajmniej o tej porze roku, kiedy chronią się w ciepłych wodach ujęcia Crystal River, w okolicach Kings Bay. Z punktu widzenia przewodników oferujących wspólne pływanie z manatami: im zimniej tym lepiej, bo więcej zwierząt chroni się w rzece i turyści bardziej zadowoleni. A że wczoraj pogoda się trochę załamała i dziś rano było tylko około 13 stopni to można rzec: trafiliśmy idealnie.. Wypływając około 8.30, na grubą piankę naciągnąłem jeszcze kurtkę, a i tak trochę przewiewało.. Woda cieplejsza od powietrza więc zaburzenie przyniosło trochę ulgi, ale generalnie - za gorąco nie było. Jest wieczór i mam katar - jak to nie skończy się grubszym przeziębieniem to znaczy że z odpornością nie jest tak źle. Pływaliśmy około 1,5 h razem z setkami innych turystów, starając się nie zadeptać siebie nawzajem i tych miłych zwierząt w szczególności. Mimo wszystko - wrażenia dobre: momentami manaty ocierały się o nas przepływając obok i nie zwracając na nas uwagi. Łącznie widzieliśmy z bliska co najmniej kilkanaście sztuk, może ponad dwadzieścia. Przewodnik bardzo się starał (babcia Polka - wiadomo), kapitan bardzo miły - czas dobrze. Późne drugie śniadanie zjedliśmy w bardzo lokalnym barze z polecenia naszych przewodników - klimat nie do podrobienia, jedzenie, o dziwo, bardzo dobre. Popołudnie suszyliśmy na plażowaniu w Rainbow Springs - rodzinny teren z krystalicznie czystą wodą do kąpieli.
Miało dziś nie być o ptakach ale wczoraj słowo się rzekło a dziś.. orzeł na drzewie. A właściwie dwa piękne bieliki amerykańskie. Ogromne i jak nazwa wskazuje - prawie całe czarne :). Na Florydzie nie da się bez ptaków..
























































