poniedziałek, 23 lutego 2026

Okeechobee - aligator wrestling w stylu dowolnym i magia poranka

Nasze przedostatnie dwa dni spędziliśmy w pobliżu największego na Florydzie jeziora - Okeechobee. Samo jezioro (bezkresne - końca nie widać) interesowało nas mniej, za to wyjazd do Stanów bez rodeo i muzyki country - wiadomo, byłby stracony. Sobotę spędziliśmy na lokalnym festynie w Brighton, na terenie rezerwatu Seminoli, a poranek - na.. rozlewisku w okolicach miejscowości Okeechobee 🙂. Festyn to dla nas nie tylko atrakcje, to też możliwość podejrzenia czym i jak się bawią lokalni Amerykanie. Największą widownię zgromadziło rodeo i koncert wschodzącej gwiazdy muzyki country (jak dla nas - bardzo wchodzącej.. wysłuchaliśmy tylko trzech piosenek - może to z powodu różnic kulturowych ? ). Było też współzawodnictwo w aligatorowych zapasach w stylu wolnym (tradycyjny amerykański sport, wiadomo), pokazy węży (oczywiście - bardzo jadowitych, z kobrą na czele, mrozi krew w żyłach mimo potwornego upału 😁) i tańce Apaczów z gór białych. Apache z lekką nadwagą, ale tańce całkiem fajne :). Wieczorem wszyscy rzucili się na koncert wspomnianej gwiazdy - trzeba przyznać, że obecni bawili się cały dzień całkiem dobrze. Oczywiście były też łopocące flagi, orkiestra z lokalnego college’u (wibracje i energia) i hymn. Odśpiewany nawet dwa razy 🧐. Byliśmy wyczerpani.. „Refleksja dnia”: Seminole nauczyli się bardzo dobrze „trzepać kasę” na Amerykanach. I bardzo dobrze. Przy okazji: na stoiskach pełno koszulek z wizerunkami wodzów indiańskich i podpisem: „pierwsza służba wewnętrzna chroniąca kraj przed złodziejami ziemi - od 1492 roku”

Rano - to co lubimy chyba najbardziej. Rozlewisko, poranne mgły i przestrzeń. Było trochę inaczej niż na innych ptasich spotach, ale magię dało się poczuć. Szkoda, że czas do miasta..



































sobota, 21 lutego 2026

Canaveral i okolice

 Ostatnie dwa dni siedzieliśmy w okolicach Orlando. Kwatera którą znaleźliśmy na przedmieściach w zasadzie wymagałaby oddzielnej opowieści. Przytulne mieszkanie z bardzo troskliwymi opiekunami: lodówka pełna jedzenia, przed przyjazdem dopytali o ulubione pieczywo i owoce, w rezultacie na stole w kuchni czekał na nas chleb na zakwasie i świeże truskawki.. Następnego dnia wieczorem z kolei znaleźliśmy dwa orzechy kokosowe in instrukcję obsługi. To z troski gospodarzy o odwodnienie :). Przemknęło mi przez chwilę przez myśl, że to nawet lekka nadopiekuńczość.. ale przecież nie będę się czepiał. Pierwszy dzień to oczywiście centrum kosmiczne im. Kennedy’go - tematyczny park rozrywki zbudowany na amerykańskiej dumie. Zanim otworzyli kasy - dwie kolejki odśpiewały wspólnie (jakoś tak nieśmiało - fakt) amerykański hymn na tle łopocących flag Potem jeszcze wielokrotnie dało się odczuć, że całość bardzo mocno nastawiona jest na poczucie patriotyzmu i dumy (np. przekaz wielu puszczanych tam filmów), ale trzeba im oddać - mają z czego być dumni w tym przypadku. Dla mnie - możliwość „dotknięcia” Saturna V, który dowiózł ludzi na księżyc czy popatrzenia z bliska na prom kosmiczny to niewątpliwe przeżycie. Dodatkowo - za trzy tygodnie będzie ciąg dalszy - rakieta programu Artemis (SLS), którą ludzie znów polecą w kierunku księżyca już stoi na stanowisku startowym i trwają ostatnie przygotowania..

Drugi dzień od rana to Orlando Wetlands. Nie wiem czy przypadkiem nie jest to najlepsze miejsce dla „pieszych” (czyli - nie z łódki) ptasiarzy na Florydzie. Brakowało mi trochę warzęchy różowej to dostaliśmy ich kilkadziesiąt, w różnych konfiguracjach. Jest okres lęgowy więc właśnie wykluły się też malutkie warzęchy.. Do tego młode czaple (bardzo urocze), żurawie wysiadujące jaja i mnóstwo innych ptaków. Pogoda piękna. Gdyby tak szybko nie robiło się gorąco pewnie siedzielibyśmy tam cały dzień. Prawie raj..