2G Travel
Ścinki ze świata.. :)
poniedziałek, 29 czerwca 2026
Namibia: parę uwag na koniec
niedziela, 28 czerwca 2026
Drzewa kołczanowe i przygody na koniec
Las drzew kołczanowych niedaleko Keetmanshoop, był ostatnim z planowanych punktów podróży. Zatrzymaliśmy się na kempingu tuż obok wejścia, dzięki czemu spokojnie mogliśmy podziwiać drzewa o zachodzie i wschodzie słońca. "Spokojnie", nie licząc łącznie czterech autobusów Chińczyków (Japończyków ?). Hałaśliwi więc obstawiam Chińczyków 🙂. Drzewo to z kolei za dużo powiedziane - tak naprawdę to ogromne aloesy o zdrewniałych pniach (idealne miejsce na dziuplę 😉). Na oko niektóre dochodzą do 7-8 wysokości, a najstarsze mają po 300 lat. I rzeczywiście używane były przez miejscowych do wyrobu kołczanów na strzały. Powłóczylismy się do woli - jak dla mnie wschód słońca wygrywa. W lesie było też sporo ptaków i kilka rodzin Góralków skalnych - futrzaków podobnych do świnki morskiej, ale wielkości naszej nutrii. Są bardzo ciekawskie i śmiesznie ziewają. Na campingu nie dało się z kolei uniknąć towarzystwa pary Rosjan - dość osobliwe towarzystwo: Andriej z Donbasu rozbijający się po kilku krajach Afryki południowej w towarzystwie młodej kobiety. Z krótkiego opowiadania wynikało, że parę Safari po drodze zaliczyli. Taki przeciętny mieszkaniec Donbasu w dzisiejszych czasach, na zwykłych wakacjach..
Rano mieliśmy do wyboru dwie drogi na północ: prosto asfaltem i okrężną, drogą szutrową przez pustynię. Wybraliśmy wariant nr 2. Początkowo dobrej jakości droga z czasem przecinana była coraz większą ilością pozostałości po okresowych rzeczkach. Niektóre niestety wypełnione wodą.. Jednej z kolejnych nie dało się niestety wyminąć - trzeba było zdecydować: środkiem czy po lewej. Wybraliśmy wariant po lewej. Błąd - piach przy krawędzi był bardzo grząski, wystarczyła chwila i nawet reduktor naszego Hiluxa nie dał rady :(. Musiałem wyleźć w tę breję i przy pomocy dwóch czarnoskórych dżentelmenów, nie mówiących wprawdzie po angielsku, ale za to obecnych mi stąd ni zowąd we właściwym miejscu we właściwym czasie w środku niczego, radzić sobie w tej błotnej sytuacji. Parę kamieni i gałęzi załatwiło sprawę, ale drugiej próby nie podjęliśmy - trzeba było zawrócić - 2 h w plecy. Zakopać się w błocie, w samym środku pory suchej, na pustyni Kalahari - czyż to nie wspaniała przygoda 😋?
Teraz już po ciepłej kąpieli, w przyjemniej lodge'y: jeszcze tylko kolacja, ostatni nocleg i jutro w drogę: najpierw do stolicy, potem na lotnisko.




































































