Około 200 km na północ od Windhoek znajduje się prywatny rezerwat Okonjima. Główną atrakcją są dziko żyjące lamparty, choć innych zwierząt jest tu całkiem sporo. Ze stolicy wyjeżdża się autostradą, która dość szybko zamienia się w drogę jednojezdniową, póki co ciągle asfaltową. Ostatnie 20 km trzeba skręcić na zachód i tu już asfaltu nie ma.. Są za to kolejno dwa ogrodzenia - oba pod prądem. Jedno wokół całego rezerwatu, żeby lanparty nie uciekły, drugie - wokół jego wewnętrznej części gdzie znajdują się campy i lodge - to z kolei, żeby się nie dostały do środka. Lampart atakuje błyskawicznie i pazury ma bardzo ostre. Na dwudziestu paru tysiącach hektarów rezyduje ca 35 lampartów, oprócz tego - guźce, żyrafy, zebry, oryksy i parę innych antylop których jeszcze nie znamy.
Droga od samej stolicy usiana termitierami, niektóre - bardzo okazałe, po kilka metrów wysokości. Już po drodze do ośrodka ( prowadzi się tu też obserwacje i badania zachowań lampartów) widzieliśmy sporo zwierząt, główna atrakcja to jednak „wyższa szkoła jazdy”: dobry kierowca, pełny off road po buszu i antena z odbiornikiem do radiolokacji - 25 kotów ma założone nadajniki. Ale nawet tak oznakowane znaleźć jest trudno. Nam udało się po trzech godzinach poszukiwań - tuż przed zmrokiem. Było warto - mogliśmy zobaczyć kilka osobników (być może to były 2-3 które się przemieszczały) z całkiem bliska. Wisienka na torcie to samica wspinająca się na termitiery o zachodzie słońca w poszukiwaniu kolacji..
Dziś pierwszy nocleg na campie, w namiocie na dachu. Przyjechaliśmy już po zmroku, teren ogromny, nikogo nie ma, mleczna droga nad nami. Oby noc była cieplejsza od wczorajszej..




































































