Dziś dwa noclegi w jednym miejscu (nic szczególnego - pod dachem i z dobrym internetem, ale bez „duszy), wrażeń za to sporo. Rano krótki rzut okiem na flamingi w Walvis Bay (najpiękniejsze o wschodzie słońca, jutro tu jeszcze wrócimy). Potem wyprawa do raju oceanografów : jedynego miejsca na świecie gdzie pustynia wrzyna się wprost w ocean. Ogromne wydmy obmywane przypływem, jazda 120 km/h po rozległej piaszczystej płaszczyźnie, potem rollercoaster na piaszczystych wzgórzach. Po kilku foto-przerwach mały piknik z widokiem na Sandwich Bay - w końcu nazwa zobowiązuje. Wypatrując wydmy użytej w Windows jako screensavera dostrzegamy z brzegu wieloryby wynurzające się wysoko ponad powierzchnię oceanu. Są daleko, ale i tak robią wrażenie. Jest pięknie. Po drodze mijaliśmy jeszcze ogromne instalacje do produkcji soli z wody morskiej - to miejscowy towar eksportowy. Po powrocie - lunch w rybnej restauracji na nabrzeżu (zawsze warto odwiedzać rybne restauracje na nabrzeżach 🙂). Miecznik i miętus bardzo dobre, ale takich kalmarów nie jadłem nigdy, nie wiedziałem nawet że mogą tak smakować: bardzo miękkie i z bogatym smakiem. Po południu zrobiło się mgliście: to tutaj zimą niemal codzienność: efekt ścierania się gorącego powietrza znad lądu z zimnymi prądami wodnymi wód antarktycznych. Po południu zaplanowaliśmy resztę trasy: wygląda, że w ostatni tydzień przejedziemy więcej niż łącznie przez dwa pierwsze. Zaskoczenia nie ma - to dość duży kraj 🙂.

















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz