Czas do lanczu spędziliśmy w samochodzie, między Namuntoni a Halali. Ten drugi camp znajduje się już w centralnej części parku. Droga generalnie dość nużąca bo trzeba być cały czas wewnątrz samochodu , jest gorąco, a dziury momentami niemiłosierne. No i wypatrujemy lwów więc oczy bolą.. Póki co wygląda, że lwy raczej nie wypatrują nas. Za to słonie, oryksy i inne parzystokopytne - jak najbardziej. Dziś wypatrzyliśmy kolejny gatunek antylop: duże, szczupłe, brązowe, z rogami jak korkociągi (czwarte zdjęcie od góry). Popołudnie i wieczór nad waterholem przy campie - przynajmniej nie trzeba siedzieć skulonym w aucie. Przyszło dziesięć słoni i trochę zebr. Not bed. Będziemy musieli na tą uciążliwość jazdy samochodem w upale i po bezdrożach wypracować jakąś swoją metodę bo się zamęczymy - jeszcze pięć dni w Etoshy nam zostało. Póki co jutro planujemy grilla 😋.




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz