Wygląda, że limit szczęścia trochę nam się wyczerpał.., albo po prostu w naturze musi być równowaga. Godzinę po wyjeździe z obozu Halali w nasz samochód uderzyło inne auto. My - jak to w parku - zatrzymaliśmy się obejrzeć jakieś zwierzę, niestety kierowca z tyłu miał zły „współczynnik szybkości do odległości”. Hilux to solidne auto, ale tylne wrota nam całkiem pogięło.. Nikomu nic się nie stało, niestety - kłopot duży. Skończyło się szybkim przejazdem do campu Okaukuejo a potem jeszcze sto kilometrów na południe do najbliższego posterunku policji - razem ze sprawcą wypadku. Tam, początkujący policjant o głęboko skrywanym w rozbieganych oczach współczynniku inteligencji, wypełnił w ciągu dwóch godzin 3 stronicowy formularz (większość to pola pojedynczego wyboru) - skończyło się że w trójkę, razem z inną policjantką i sprawcą kolizji, pokazywaliśmy mu palcami gdzie postawić krzyżyk. Wyraz szczęścia na jego twarzy jak skończył był bezcenny.. Potem powrót do parku, w międzyczasie załatwianie wymiany auta. Cały dzień sknocony, dodatkowo kolejny trochę również - musieliśmy zaczekać na zapasowe auto. Po trzech godzinach jazdy kolejny kłopot - opona traci powietrze. Ech, szkoda gadać :( . Popołudnie i wieczór spędziliśmy nad waterhole, który jest tuż obok naszej kwatery. Bardzo przyjemny wieczór: były słonie i zebry, a o po zmroku - nosorożce. Dziś przed południem kolejne ekscytujące spotkanie - tym razem z nosorożcem białym. To znaczy - on jest cały szary, podobnie jak spotykane wcześniej nosorożce czarne 🙂. Różni się rozmiarem (ten był ogromny) i kształtem pyska, łatwo rozróżnić. Czyli - pomimo kłopotów było całkiem fajnie. Teraz tylko najbliższe dwa dni będziemy trochę się martwić o opony, bo z dwóch zapasów został nam jeden, droga ciężka, a naprawa dopiero za dwa kilkaset km. Cóż - self drive w Afryce.































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz