Afryka była trochę przez nas dotąd „zaniedbana”, wiadomo - nigdy nie wiesz co na tobie usiądzie i gdzie ugryzie.. W końcu jednak zdecydowaliśmy się na tą najbezpieczniejszą opcję - dla tych co pierwszy raz Namibia wydaje się najlepszym wyborem. Ostatni tydzień przed wyjazdem dał mi w kość - antybiotyk ciągle jeszcze biorę i sił trochę mało, pozostaje liczyć na adrenalinę.. jak już nieraz w przeszłości. Jestem bardzo ciekawy tego miejsca bo patrząc na mapę mogłoby się wydawać, że to jedno wielkie pustkowie, w dodatku, nie licząc Grenlandii, to jeden z trzech najsłabiej zaludnionych krajów na świecie. Wciśnięty między dwie pustynie, o surowym klimacie. Tyle że surowe piękno potrafi być naprawdę poruszające, o tym już mogliśmy się przekonać nie raz..
Procedury na lotnisku (taki Radom z palmami..) ciągnęły się dość długo, ale nigdzie nam się dziś nie spieszy (niech sobie wklepują ręcznie do komputerów te „on line” wnioski wizowe, trochę ludzi musi mieć zatrudnienie). Bagaże na taśmach kręcą się i kręcą, potem obsługa je zdejmuje i zostawia na podłodze, więc jak już udało się wygramolić z hali imigration można sobie coś wybrać.. Nasz driver czekał cierpliwie: po wizach jeszcze ca 40 min w kolejce po kartę SIM, potem pół h żeby wymienić kasę. Widać, że spieszą się tu w swoim tempie - trzeba będzie się przyzwyczaić. Jak wielu turystów tutaj wybraliśmy opcję self drive - około południa odebraliśmy prawie nową Toyote Hilux, z pełnym campingowym wyposażeniem: to nasz dom na najbliższe trzy tygodnie. Lunch w Joe’s Beerhouse , knajpie do której prowadzą wszystkie drogi w stolicy Namibii, łącznie z tą wyznaczoną przez chata gpt (dobrze - tylko drogo), następnie zakupy - już na ostatnich nogach. To był spokojny dzień, ale jednak bardzo intensywny, wliczając w to 15h lotów. Nocleg też nie sprzyja wylegiwaniu się - domki mieszkalne położone są w przyjemnym ogrodzie - miały być słonie, żyrafy i nosorożce, były póki co.. ptaki :). Całkiem kolorowe. W ogóle jeśli chodzi o kolory zapowiada się całkiem dobrze - np. wschód słońca nad Kalahari wyglądał pięknie. Jutro - w busz..












