16.07
Kalifornia w swojej południowo wschodniej części wyglada zupełnie inaczej niż stany, które odwiedzieliśmy do tej pory. Przez jakieś 100 mil jechaliśmy dziś przez sady i winnice. "Zielonosc" ciągnie się kilometrami - to ogromny kontrast do surowych terenów Utah czy Arizony. Klimat tez przyjemniejszy - jest mniej gorąco. Naszym celem były dziś Sekwoje - w parku narodowym, który jest im poświęcony. Te gigantyczne drzewa rosną w dość szczególnych warunkach - nie może być za gorąco ani za sucho, dlatego występują tylko na określonej wysokości, w górach, we wschodniej części Kaliforni. Ciekawą rolę w ich rozwoju stanowi ogień - dzięki niemu z szyszek wydostająca się nasiona, mogą one potem trafić na podatny/użyźniony grunt, w dodatku - oczyszczony z insektów i konkurentów do światła słonecznego.. W miejscu gdzie występują Sekwoje (dorastają do 100m wysokości i są masywniejsze od swoich kuzynów "Red Woods", które są z kolei nieco wyższe i występują bardziej na północy) pożary zdarzały się regularnie co 3-7 lat - widać to natychmiast po przyrostach tych długowiecznych drzew - przez kilka lat po pożarze przyrosty są o wiele intensywniejsze. Dziś pożary występują rzadziej, wiec dla dobra Sekwoi strażnicy robią to od czasu do czasu celowo i w sposób kontrolowany.
Nie ma co - potęga tych drzew i świadomość że żyją po kilka tysięcy lat budzą szacunek. Wystarczy podejść i dotknąć..
Spacerując wsród drzew i przejeżdzając z miejsca na miejsce, mieliśmy też okazję spotkać paru mieszkańców rezerwatu, m.in stworzenie podobne do świstaka:
,oraz matkę z dwoma małymi niedźwiadkami.. Najpierw (na szczęście widzieliśmy to z drogi - siedzac w samochodzie) pojawiły się dwa małe.. Było miło ;).. Jak za moment pojawiła sie niedźwiedzica padły szybko dwie konkurencyjne propozycje: "spadać, żeby nie drażnić" i "robić zdjęcia". Wygrała opcja druga, niestety niedźwiedzia rodzina nie chciała za bardzo pozować ;). Ale spotkanie było miłe, i trochę emocjonujące :). Z pewną taką niepewnością wychodziliśmy potem z auta..
Jutro - dokończymy zwiedzanie parku, a potem - na wybrzeże, w kierunku słynnej Hwy 1..
Kalifornia w swojej południowo wschodniej części wyglada zupełnie inaczej niż stany, które odwiedzieliśmy do tej pory. Przez jakieś 100 mil jechaliśmy dziś przez sady i winnice. "Zielonosc" ciągnie się kilometrami - to ogromny kontrast do surowych terenów Utah czy Arizony. Klimat tez przyjemniejszy - jest mniej gorąco. Naszym celem były dziś Sekwoje - w parku narodowym, który jest im poświęcony. Te gigantyczne drzewa rosną w dość szczególnych warunkach - nie może być za gorąco ani za sucho, dlatego występują tylko na określonej wysokości, w górach, we wschodniej części Kaliforni. Ciekawą rolę w ich rozwoju stanowi ogień - dzięki niemu z szyszek wydostająca się nasiona, mogą one potem trafić na podatny/użyźniony grunt, w dodatku - oczyszczony z insektów i konkurentów do światła słonecznego.. W miejscu gdzie występują Sekwoje (dorastają do 100m wysokości i są masywniejsze od swoich kuzynów "Red Woods", które są z kolei nieco wyższe i występują bardziej na północy) pożary zdarzały się regularnie co 3-7 lat - widać to natychmiast po przyrostach tych długowiecznych drzew - przez kilka lat po pożarze przyrosty są o wiele intensywniejsze. Dziś pożary występują rzadziej, wiec dla dobra Sekwoi strażnicy robią to od czasu do czasu celowo i w sposób kontrolowany.
Nie ma co - potęga tych drzew i świadomość że żyją po kilka tysięcy lat budzą szacunek. Wystarczy podejść i dotknąć..
Spacerując wsród drzew i przejeżdzając z miejsca na miejsce, mieliśmy też okazję spotkać paru mieszkańców rezerwatu, m.in stworzenie podobne do świstaka:
,oraz matkę z dwoma małymi niedźwiadkami.. Najpierw (na szczęście widzieliśmy to z drogi - siedzac w samochodzie) pojawiły się dwa małe.. Było miło ;).. Jak za moment pojawiła sie niedźwiedzica padły szybko dwie konkurencyjne propozycje: "spadać, żeby nie drażnić" i "robić zdjęcia". Wygrała opcja druga, niestety niedźwiedzia rodzina nie chciała za bardzo pozować ;). Ale spotkanie było miłe, i trochę emocjonujące :). Z pewną taką niepewnością wychodziliśmy potem z auta..
Jutro - dokończymy zwiedzanie parku, a potem - na wybrzeże, w kierunku słynnej Hwy 1..




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz