piątek, 13 października 2023

Wśród ryżowych pól - Soti Khola

Wyruszyliśmy około ósmej spod hotelu. Indyjską wersją Nissana Patrola.., no czymś podobnym. Jak się później okazało całkiem solidne auto. Najpierw "higwayem" na zachód w kierunku Pokhara. Po około 3h jazdy skręt na północ, w kierunku Himalajów.. Higway miał przez większość drogi nawet asfaltową powierzchnię, choć w początkowej części to górska i bardzo zatłoczona droga. Później prędkość wzrosła z 30km/h to około pięćdziesięciu, dopóki.. nie zaczęły się prawdziwe wertepy. Po siedmiu godzinach jazdy, dwóch przeprawach w bród rzek(obok mostów w budowie..), pysznych pierogach (vege i z kurczakiem) i paru mijankach "na gazetę" dotarliśmy do początku szlaku. Soti Khola to właściwie kilka zabudowań pełniących funkcję hoteli dla takich jak my. Pięknie położone nad Budghigandaki River (która będzie nam towarzyszyć przez kilka kolejnych dni), wśród mnóstwa pól ryżowych, gdzie powoli zaczynają się zbiory. Nie wiem jak będzie dalej z internetem, dalej ruszamy jutro z samego rana..



























czwartek, 12 października 2023

Intensywny odpoczynek - Katmandu.

Rano krótka, ale miła wizyta w agencji organizującej nasz trekking. Dopełniliśmy formalności, trochę dodatkowych wiadomości, koszulki z logo firmy, płatność i - " na miasto". W Katmandu można się jednocześnie zakochać i trochę je znielubić. Ma swój klimat, podobny trochę do indyjskich miast, ale pomimo biedy - jest o wiele czyściej. Bardzo gęsta zabudowa (najgorsze miejsce na trzęsienie ziemi..), wąskie uliczki, mnóstwo wszelkiego rodzaju jednośladów. Nie będę zbyt szczegółowo opisywał - zdjęcia to pokazują lepiej. Duże zapylenie i spaliny dopełniają "atmosfery" - coś za coś..

Uderzające dla mnie jest to jak miasto podniosło się z ogromu zniszczeń po trzęsieniu sprzed dziesięciu lat - prawie nigdzie nie widać śladów. Tyle że mieszkając na drugim piętrze jednego z najwyższych budynków w okolicy mam mieszane uczucia.. Tradycyjnie już - trochę "zgubiliśmy" się wśród uliczek starej części Katmandu, potem wizyta w kompleksie świątyń (po przyjrzeniu się detalom świątyni Kamasutry już rozumiem skąd czerpie inspiracje przemysł pornograficzny - korzenie sięgają głęboko..), zamek królewski z misternie rzeźbionymi detalami z drewna teak'owego, gdzie dopiero całkiem niedawno wpuszczono zwiedzających po tym jak Nepal znienacka stał się republiką. Na koniec świątynia małp na wzgórzu z którego widać całe Katmandu i pyszna kolacja w japońskiej knajpie. Pikantne to japońskie żarcie. Bardzo intensywnie, szczególnie biorąc pod uwagę ilość snu (5h po czterdziestogodzinnej podróży), ale miasto jest zdecydowanie tego warte..
Wieczorem jeszcze spotkanie organizacyjne a o siódmej rano - w drogę.
















































środa, 11 października 2023

Uroki podróży do Katmandu

Na tym blogu jest mało informacji praktycznych. Tym razem od takiej zacznę: jeśli planujesz podróż do Katmandu to nie przez Delhi i nie korzystaj z Nepal Airlines. W Indiach dalej panuje nadzatrudnienie (np. w każdej toalecie nas lotnisku "mieszka" jeden miejscowy więc nawet nie musisz się trudzić odwijaniem  papierowych ręczników.. ) - jednocześnie organizacyjnie burdel jak zawsze, wszystko trwa śmiertelnie wolno, a gołębie po głównej hali terminala międzynarodowego fruwają jak zawsze.. 

Nepal Airlines ma jakiś problem i opóźnili nasz ostatni segment lotu najpierw o 6h, a dziś dołożyli jeszcze godzinę - łącznie siedzimy na lotnisku 14h (cała podróż zajmie grubo ponad dobę :( ). Jednocześnie ta prosta sytuacja zdecydowanie przerosła obsługę "transfer desku" na lotnisku w Delhi. Transfer desk obsadzony przez 10 osób, wśród których podróżnych obsługuje.. jedna, a ludzie czekają w kolejce ponad 2h bo zginęła jakaś papierowa lista.. Jak dołożyć do tego fakt, że wcześniej zamknęli nas na kilka godzin w strefie między gate'm przylotowym a kontrolą bezpieczeństwa, bez informacji, bez dostępu do jedzenia (śniadanie było o piątej a my o 15tej ciągle jeszcze w kolejce..) - no komfortowo nie było. Na koniec jeszcze gruba kłótnia miejscowych z obsługą, jakaś pasażerka chodziła na czterech po terminalu, wszyscy zdezorientowani, wspólnie (z obsługą - a jakże) próbujący "rozkminić" o co właściwie chodzi.. i my - zamiast "wkurwu" cieszymy się, że w ogóle udało się dostać kartę pokładową 🤦‍♂️. Także - lepiej przez któryś z krajów arabskich bezpośrednio do Kathmandu - z pominięciem Delhi. Indie - mocarstwo światowe, lider IT w 21 wieku i papierowa lista odprawy..



Wspólna praca pasażerow i obsługi: