czwartek, 3 listopada 2022

Faludże, forty i ruiny

Dziś "miejski" dzień. Zaczęliśmy od fortu w Bahla, potem - jego bardziej "okazały kolega" - Jibreen Castle. Duże budowle obronne widać w zasadzie w każdym większym mieście. Biorąc pod uwagę położenie i historię Omanu ich liczba i rozmiary raczej nie dziwią. Dodatkową zaletą jest fakt, że te udostępnione do zwiedzania są dość pieczołowicie odnowione, z zachowaniem ich charakteru i oryginalnych materiałów, z których były zbudowane. Widać, że Sułtan dba o dziedzictwo.. Inny rodzaj konstrukcji, specyficzny dla Omanu, to faludże - systemy kanałów nawadniających uprawy i doprowadzających wodę do osiedli. Potrafią mieć po 2000 lat, ciągnąć się kilometrami, po powierzchni lub kilka/kilkanaście metrów pod ziemią i być używane do dziś.. Niektóre z nich wpisane są na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Atrakcji dnia dopełniła wizyta w "jeziorze bananowym" : miejscowości kiedyś opuszczonej przez mieszkańców, którzy uznali ją za przeklętą. Znalazł się na szczęście jeden taki, który w klątwę nie uwierzył i udowodnił pozostałym że miejsce jest doskonałe do życia. Ogromne połacie ziemi obsadził bananowcami wykorzystując do upraw wodę skierowaną do doliny z pobliskich gór. Dziś bananowce zastąpiły palmy daktylowe choć nadal całość z góry wygląda jak ogromne zielone jezioro. W wielu miejscach oprócz współczesnych domostw można podziwiać pozostałości tradycyjnych domów z gliny, których jest tu bardzo dużo. 
Wiecie i poranek spędzimy w Nizwie włócząc się po miejscowych targach, a jutro - 800km "skok" na południe..



























środa, 2 listopada 2022

Wielki Kanion Omański


Pobudka o świcie. Szybkie śniadanie i przemieszczamy się na skraj Wielkiego Kanionu Omańskiego, który rozciąga się u stóp góry Dżabal Szams. Przewodniki trąbią, że to drugi co do głębokości kanion na świecie. Nie wiem czy drugi, bo co najmniej jeden lub dwa głębsze od razu przychodzą mi do głowy. Na pewno bardzo głęboki, na pewno bardzo piękny, na pewno ścieżka Balcony Walk jest jedną z bardziej spektakularnych, którymi szedłem. Poprowadzona w dwóch trzecich wysokości ogromnej ściany - sam patrząc na to nie wierzyłem, że tamtędy da się przejść. Da się i zdecydowanie warto. Po południu wizyta w bardzo starych domach z gliny w mieście Al Hamra. Domy się już rozsypują ale jest ich bardzo dużo, całkiem nieźle zachowany kwartał miasta, który pozwala poczuć jak tu się kiedyś żyło. Na poziomie płytkich piwnic woda z gór rozprowadzana faludżami - płytkimi kanałami przechodzącymi wprost pod domami. Same domy dość okazałe jak na zastosowaną technologię (glina i trawa). Kawał żywej historii. Kolejny nocleg na placu obok meczetu - wybór nieprzypadkowy ze względu na dostęp do wody i toalet. Tzw. infrastruktura turystyczna w Omanie jest raczej dość uboga, zobaczymy jak będzie w innych częściach kraju. Szanujemy uczucia miejscowych i ich zdrowie pijemy już po zmroku i poza terenem meczetu. Jutro - fort, stare budowle, zapomniane miasteczka.. Nie czuję sie jeszcze dostosowany do listopadowych temperatur w Omanie, zobaczymy jak będzie dalej..



















Kaniony Węży

Kolejne dwa dni spędziliśmy w górach. Wczoraj przejazd przez góry z okolic miasta Al-Rustak na południe. Najpierw obok małego Kanionu Węża, potem wzdłuż wielkiego Kanionu Węża, potem głęboką doliną, do Balt Said - miasteczka w górach. Następnie - długa wspinaczka samochodem, cały czas - poza ubitą drogą. Przewyższenie ca 1500 m, w pyle, z pięknymi widokami. Pod koniec auto musiało odpocząć bo się zgrzało. Nocleg w okolicach słynnego Dżabal Szams, z pięknym widokiem na zachód słońca po drodze, i w towarzystwie kóz, które zżarły nam drugie śniadanie..



















poniedziałek, 31 października 2022

Oman dzień 1: rybne spa i dogorywanie na plaży

Wyjazd do Omanu "powstał" przypadkiem. Nie planowaliśmy tego terminu, nie planowaliśmy kierunku, i nie planowaliśmy zmieniać nawyku podróżowania tylko we dwójkę. Decyzja podjęta została w trakcie przechodzenia Covidu i zajęła jakieś 15 min. No i - jesteśmy..

Przelot z dwoma przesiadkami w Kopenhadze i Istambule dość męczący, czas na lotniskach spędziliśmy głównie w różnych kolejkach, dodatkowo w Stambule do bramki dotarliśmy już po tym jak autobusy do samolotu odjechały. Wejście dzięki temu mieliśmy dość efektowne - "prywatny" transport pod drzwi, wszyscy już na miejscach - wtedy wchodzimy i przy żywiołowym aplauzie zajmujemy ostatnie wolne miejsca.. Prawie tak to wyglądało.
Przylot na miejsce około czwartej nad ranem. Różnice kulturowe czuć zaraz po opuszczenia rękawu gate'u - i tak już chyba pozostanie. Lotnisko kompletnie puste, nigdzie nam się nie spieszy. Mój bagaż rejestrowy "przegrzebany"
- w pierwszej chwili myślałem nawet że"ulotniła" się litrowa butelka Jacka D i nerwowo uzupełniłem zapas w ostatnim dostępnym duty free, na wszelki wypadek - taki zapas z zapasem zrobiłem. Ponieważ nasi znajomi zrobili w międzyczasie też zapas, to mamy wyzwanie - ładnych kilka litrów mocnego alkoholu do wypicia w niecałe dwa tygodnie. Cóż - challenge accepted..
Lotnisko w Muscat'cie inne od większości znanych mi lotnisk - jest "na bogato". W dodatku całkowicie puste nad ranem wydaje się nawet przytulne. Internet, wynajem auta i zrobiło się późno. Lotnisko leży tuż obok plaży więc pierwsze nasze kroki kierujemy w tamtą stronę. Próbuję najpierw odsypiać w samochodzie, potem wjeżdżamy wprost na plażę i reszta drzemki już po ludzku - na piachu, na mini materacu. Około dziewiątej - pierwsza kąpiel w Zatoce Omańskiej. Oj ciepła ta woda.. 
Północna część kraju wygląda na dość bogatą, wszędzie jest czysto. Zobaczymy jak będzie w interiorze. Popołudnie spędzamy w gorących źródłach w okolicach Nakhl. Jest kameralnie i bardzo przyjemnie. Czuję, że jestem"tu i teraz". Nieźle - wszak to dopiero pierwszy dzień. Dodatkową atrakcja - "rybne spa": wydarzy usiąść na kamieniu przy brzegu i włożyć stopy do wody. Dziwne uczucie.. 
Pierwsza noc w pokojach z łazienkami, jutro - ruszamy w interior i takich luksusów przez chwilę nie będzie.