Podobnie jak u wielu innych osób moje podejście do Hobbitonu było dość.. „ostrożne”. Wiadomo - nie można tu nie wpaść będąc w Nowej Zelandii, ale żeby, nie będąc fanem Władcy Pierścieni, jakoś się tym miejscem specjalnie ekscytować.. Po wizycie na żywo - potwierdzam - nie można tu nie przyjechać. A jak się przyjedzie - nie będzie się żałować. Trzeba tylko dopuścić „baśniowe myślenie” - trudno o bardziej bezpośrednie doświadczenie bycia w innym świecie. I nie chodzi tylko o wspaniałe dekoracje - to jest po prostu jedno z piękniejszych miejsc na ziemi choć trudno się doszukać spektakularnych wrażeń/widoków. Tu jest harmonijnie, kolorowo, spokojnie.. Baśniowo. Oprócz tego - doskonale zorganizowane doświadczenie. Codziennie przyjeżdża tu 2000 ludzi - kolejne grupy ruszają co 10 min., dowożone specjalnymi autobusami i wszystko działa płynnie. I jeszcze miejscowym piwem poczęstują. Domki Hobbitów udostępnione w środku - efekt wow. Chciałoby się zamieszkać. Wnętrza projektowane podobno 10 lat, perfekcyjnie wykonane - efekt naprawdę czuć.
Po południu wizyta w jaskiniach Waitomo, słynących z tysięcy świecących „stworów” w środku. Cykl ich życia to około 11,5 miesiąca. W tym czasie wabią blaskiem swoje ofiary, paraliżują, rozpuszczają i „wypijają”. Wszystko po to żeby wykształcić postać „fruwającą”, która żyje.. 3 dni. W tym czasie nie je - ma się tylko rozmnożyć. I cykl się powtarza. Życie.
Fotografowanie w środku zabronione - trzeba przyjechać, zobaczyć samemu i zapamiętać.
Zostają nam 4 dni - jest trochę ptasich miejsc w okolicy, bo kto by łaził po kupie żużla 🙂.
..















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz