Silver River, od jej źródeł w dół rzeki, ponad 5 mil kajakiem - to był dziś nasz główny punkt programu. Ale Zanim jednak wsiedliśmy do naszej „łodzi” - krótki rekonesans w Ocala Wetland Recharge Park. Polubiliśmy parki na przedmieściach :) . No i: „krótki” to pojęcie względne. Zeszło od świtu do dziewiątej.. bo było co oglądać. Najpierw koncert epoletników i perkoziki, potem harce kurek wodnych i kolorowe kaczki na tle rzęsy wodnej (czarno-biały to też kolory). Wreszcie - wypatrzony myszołów. Taki rudy, miejscowy, niepodobny do naszych myszołowów. Siedział sobie na samotnym kikucie drzewa (a właściwie - siedziała, bo mam poważne powody przypuszczać, że to była ona 🙂) i co jakiś czas wydawał(a) z siebie charakterystyczny krzyk. Myśleliśmy że będzie polować. Zacząłem ją obchodzić wkoło, żeby poszukać bardziej korzystnego oświetlenia. W końcu „przymierzyłem” - i.. zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Te krzyki to nie był okrzyk bojowy tylko - śpiew godowy. Jak znalazłem odpowiedni kąt i wyostrzyłem obraz - w kadrze pojawił się drugi myszołów. „Pojawił się” to źle powiedziane - on o po prostu „dosiadł” tego pierwszego (stąd moje podejrzenie). Potem nastąpiły bardzo emocjonujące dwie minuty. A wszystko na środku kadru, przy dobrym oświetleniu i widoczności..
Potem okazało się że to był dopiero początek intensywnych wrażeń w tym pięknym dniu, choć ciarki miałem na całym ciele..
Silver River z czystym sumieniem można polecić każdemu - nie tylko ptasiarzom. Miejsce jest przepiękne, kolory niesamowite. Oprócz bardzo wielu różnorodnych ptaków, które mniej strachliwie reagują na kajak niż na idącego człowieka, otaczają nas aligatory, żółwie, małpy, wiewiórki i manaty (no te były akurat tylko dwa, albo trzy , ale i tak zrobiły wrażenie). Co ciekawe manaty dopływają tu systemem rzek ze wschodniego wybrzeża, nie z pobliskiego zachodniego. Wszystko to wymieszane z soczystą zielenią roślinności i turkusem wody. Do tego „wąsate”, stare cedry, z tysiącami „kolan” - pionowych odrostów podobnych trochę do namorzyn. Ludzi całkiem sporo, ale jest całkiem spokojnie i zdecydowanie można poczuć prawdziwą przyrodę. Ciarki miałem rano i ciarki mam teraz jak to piszę. Jak dla mnie - jeden z piękniejszych dni ever..
Jutro - kosmos. Jesteśmy na przedmieściach Orlando.














































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz