Ostatnie dwa dni siedzieliśmy w okolicach Orlando. Kwatera którą znaleźliśmy na przedmieściach w zasadzie wymagałaby oddzielnej opowieści. Przytulne mieszkanie z bardzo troskliwymi opiekunami: lodówka pełna jedzenia, przed przyjazdem dopytali o ulubione pieczywo i owoce, w rezultacie na stole w kuchni czekał na nas chleb na zakwasie i świeże truskawki.. Następnego dnia wieczorem z kolei znaleźliśmy dwa orzechy kokosowe in instrukcję obsługi. To z troski gospodarzy o odwodnienie :). Przemknęło mi przez chwilę przez myśl, że to nawet lekka nadopiekuńczość.. ale przecież nie będę się czepiał. Pierwszy dzień to oczywiście centrum kosmiczne im. Kennedy’go - tematyczny park rozrywki zbudowany na amerykańskiej dumie. Zanim otworzyli kasy - dwie kolejki odśpiewały wspólnie (jakoś tak nieśmiało - fakt) amerykański hymn na tle łopocących flag Potem jeszcze wielokrotnie dało się odczuć, że całość bardzo mocno nastawiona jest na poczucie patriotyzmu i dumy (np. przekaz wielu puszczanych tam filmów), ale trzeba im oddać - mają z czego być dumni w tym przypadku. Dla mnie - możliwość „dotknięcia” Saturna V, który dowiózł ludzi na księżyc czy popatrzenia z bliska na prom kosmiczny to niewątpliwe przeżycie. Dodatkowo - za trzy tygodnie będzie ciąg dalszy - rakieta programu Artemis (SLS), którą ludzie znów polecą w kierunku księżyca już stoi na stanowisku startowym i trwają ostatnie przygotowania..
Drugi dzień od rana to Orlando Wetlands. Nie wiem czy przypadkiem nie jest to najlepsze miejsce dla „pieszych” (czyli - nie z łódki) ptasiarzy na Florydzie. Brakowało mi trochę warzęchy różowej to dostaliśmy ich kilkadziesiąt, w różnych konfiguracjach. Jest okres lęgowy więc właśnie wykluły się też malutkie warzęchy.. Do tego młode czaple (bardzo urocze), żurawie wysiadujące jaja i mnóstwo innych ptaków. Pogoda piękna. Gdyby tak szybko nie robiło się gorąco pewnie siedzielibyśmy tam cały dzień. Prawie raj..
















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz