środa, 11 lutego 2026

Rowerem wśród krokodyli

W zasadzie to aligatorów a nie krokodyli, bo wygląda na to, że wszystkie widziane dziś po drodze kreatury to aligatory (bardziej czarne, zaokrąglone pyski). Pobudka o 6stej i po śniadaniu transfer do Shark Valley. Na miejscu wypożyczyliśmy rowery i udaliśmy się szlakiem wzdłuż kanału, do wieży obserwacyjnej i z powrotem - pętla około 25 km. Po drodze - co chwila przystanek. Głównie z powodu ptaków, ale nie tylko. Droga „usiana” jest aligatorami, we wszystkich rozmiarach. Również - świeżo wyklute. Całą trasę zrobiliśmy bez pośpiechu - integracja z naturą całą gębą. Bardzo przyjemny dzień. Po południu miała być wioska indiańska ale okazało się że Indianie we wyrku nie pracują, więc było „scenic drive” - szutrowa w większości droga z przystankami na.. podglądanie ptaków i krokodyli :). Klimat trochę inny niż w samym Everglades gdzie przeważają trawy i zarośla: tu las mangrowy i cyprysy. Po drodze był jeszcze spot gdzie było mnóstwo białych ibisów i czapli obżerających się małymi rybkami, liczyliśmy też na różowe warzęchy ale były bardzo daleko. Na szczęście w drodze powrotnej udało się wypatrzeć dwie całkiem blisko - to naprawdę piękne ptaki. Cały dzień blisko przyrody.. Pięknie.

















wtorek, 10 lutego 2026

Sponsor odcinka: PLL LOT

Mam nadzieję że sponsorem odcinka Gdańsk - Miami zostaną PLL LOT, bo w pełni na to zasłużyły. Najpierw planowe 2h opóźnienia, bo samolot z Dominikany miał poślizg. Potem - przesuwanie godziny odprawy co pięć minut - o pięć minut. Pasażerowie byli informowani o tym w ostatniej chwili. Łącznie trwało to z godzinę. Potem: „procedura specjalna”, czyli samolot z pasażerami podjeżdża pod warsztat, gdzie wsiada na chwilę technik.. Nie ściemniam. Potem jeszcze rutynowe odmrażanie. Łącznie na starcie zebrało się ponad 4h spóźnienia. Wygląda na to, że pilot robił wszystko żeby to zniwelować (powyżej 3h przysługuje pasażerom spore odszkodowanie), ale brakło czterech minut. Jak trochę odpocznę to z „dziką satysfakcją” napiszę stosowny wniosek. Drogi LOCIE: wybraliśmy was specjalnie bo połączenie miało być sprawne i szybkie ! I jeszcze ten ścisk w Dreamlinerze, i fotele dla pasażerów, bardzo wygodne do < 180cm wzrostu. Powyżej - Madejowe łoże. Wrrr.. Następna podróż - Lufthansą. 

W Miami dość ciepło - ca 23-24 stopnie. W zestawieniu z niedawnym -20 w GDN - miła odmiana. Kontrola imigracyjna wyjątkowo sprawna tym razem - max 10 min., bez żadnych kłopotów. Wynajem auta też.

 Po tradycyjnym gofrze na śniadanie - od razu uderzamy z „dużego C” - Anhinga Trail to miejsce magiczne: aligatory, żółwie, mnóstwo ptaków, piękną roślinność. Myślę, że z półtora tys. zdjęć przez te 2-3h „się napstrykało”.. Lunch we Flamingo Restaurant - najlepszej knajpie w tej części Everglades. Jednocześnie - najgorszej, bo - jedynej. Na goglach ma czwórkę, naszym zdaniem - bardzo mocno naciąganą, tak gdzieś z dwójki.. Nawet jak na amerykańskie jedzenie to było to straszne. Jeszcze do tej pory zapijamy colą i czerwonym winem.. Po południu parę krótkich „szlaczków” wzdłuż drogi w południowej części parku, ale porannych wrażeń nic nie było w stanie przebić. No, może spalone skrzydełka uwalane w sosie BBQ.. 

Jutro Everglades ciąg dalszy.